Druga walizka doleciała

Posted by admin on August 26th, 2008 filed in ogolne
Comment now »

Wczoraj wieczorem po przyjezdzie do Wroclawia pojechalem na lotnisko, bo dostalem cynk, ze moj bagaz dolecial. I rzeczywiscie - dolecial caly i zdrowy :) Zawartosc sie zgadza, wszystko w porzadku, tylko dziwi mnie to, ze wszelkie plyny jakie mialem - czy to pasta do zebow, czy sos w butelce, szampon, nawet tequila, ktora tam kupilem - kazda butelka lekko przeciekala, a te ktore mialy plastikowe nakretki byly jakby przeciete. Pasta do zebow byla cala przecieta i wybebeszona. WTF??? Na poczatku myslalem, ze moze sprawdzali zawartosc tych butelek/itp. ale niektore z nich byly zapakowane oryginalnie w papier i tez mialy podziurawione i przeciete nakretki. Hmmm… Czyzby wysokie cisnienie je rozwalilo? Temperatura? A moze ingerencja UFO? The truth is out there…


Powrot do domu

Posted by admin on August 25th, 2008 filed in ogolne
1 Comment »

Strefa czasowa: GMT -5

Sobota, 23 sierpnia.

6:00 - Pobudka.
7:00 - Śniadanie.
8:30 - Wyjazd na lotnisko w Minneapolis.
9:50 - Przyjazd na lotnisko, odprawa bagazowa.

Pani na lotnisku stwierdzila, ze skoro lece przez Londyn do Berlina to musze miec wize tranzytowa przez Anglie (sic!). Tlumaczylismy jej, ze Polska jest w UE i nie potrzeba zadnych wiz, ale nie dawala za wygrana. W koncu skonsultowala to z jakas madrzejsza od siebie osoba i okazalo sie, ze jednak wizy nie potrzebuje :)

10:40 - Pożegnanie i przejście przez bramki.
11:00 - Szok: Lot nr CO2911 opóźniony o 60 minut!!!

Szybko przejrzalem moj rozklad jazdy i z niego wynikalo, ze jesli bym lecial godzine pozniej to nie zdazylbym sie przesiasc w Nowym Jorku na lot do Londynu. Burza mysli. Co robic? Pomyslalem sobie - ok, bedzie co ma byc. Poczekam spokojnie na dalszy rozwoj sytuacji…

13:30 - “Pasendżer Moskołiak plis kom tu gejt i najn”

Moskołiak? Yyy… to chyba ja ;) Poszedlem szybko do bramy E9. Pani oswiadczyla mi, ze lecac z opoznieniem nie zdaze sie przesiasc i dlatego musza zmienic moj rozklad lotow. Ok. Linie lotnicze zmienili mi z Continental na Northwest, a trase na Minneapolis - Detroit - London zamiast Minneapolis - New York - London. Pani zadzwonila do ludzia zajmujacego sie bagazami, zeby odnalazl moje torby i skierowal je do wlasciwego samolotu. Natomiast ja zostalem poinstruowany zeby biegiem udac sie na drugi koniec lotniska, bo moj samolot niebawem startuje.

14:15 - Wylot do Detroit.
17:10 - Przylot do Detroit i biegiem do bramy A66.
18:10 - Wylot do Londynu.

Podroz byla dluga, ale dosyc komfortowa. Lecialem najwiekszym samolotem pasazerskim jaki istnieje - Airbus 330. Nie moglem zasnac, wiec po drodze obejrzalem 3 filmy: “88 minut”, “What happened in Vegas” i po raz setny “Matrixa”. I tutaj ciekawostka. Poniewaz “Matrixa” znam prawie na pamiec to zauwazylem, ze filmy w samolocie sa edytowane (cenzurowane) pod wzgledem tresci. Oto przyklady:

Dialog oryginalny:

I’m just doing my job. You give me that “juris-my-dick-tion” crap… you can cram it up your ass.

Dialog zmieniony:

I’m just doing my job. You give me that outside your delivery area crap, you can cram it up your rear end.

Dialog oryginalny:

You are my own personal Jesus Christ.

Dialog zmieniony:

You are my own personal jeweller.

Ale najlepsze co mnie zwalilo z nog to jak Neo sie zerwal z lozka i zobaczyl, ze jest spozniony do pracy. W oryginale powiedzial “Oh shit!” a tutaj bylo “Oh shiut!”. Wyobrazacie sobie goscia, ktory budzi sie spozniony do pracy i krzyczy “O cholercia!”? Ja nie bardzo :P

Strefa czasowa: GMT +1

Niedziela, 24 sierpnia.

6:30 - Przylot do Londynu i czekanie 30 minut w samolocie na zwolnienie sie bramy.

Wysiadlem z samolotu o 7:00, lot mialem o 8:55 wiec wydawalo sie, ze mam duzo czasu. Lotnisko okazalo sie naprawde duze. Najpierw musialem podjechac autobusem do Terminalu 5. Potem schodami ruchomymi dostalem sie na drugie pietro gdzie ustawilem sie w kolejce po odbior karty pokladowej. O 8:00 ruszylem do check-in - ludzi jak mrowek. Na bramce zapalila sie czerwona lampka wiec mialem nieprzyjemnosc bycia macanym ;) O 8:18 zalozylem buty, zabralem swoje rzeczy i ruszylem w poszukiwaniu mojej bramy - B44. Spojrzalem szybko na karte pokladowa - samolot zamykany jest o 8:35, wiec mialem niewiele ponad 15 minut. Ok - biegiem za strzalkami do bram B. Dotarlem do jakiegos znaku i szok - informacja, ze potrzeba minimum 15 minut zeby dostac sie do bramek B - i to jeszcze jadac kolejka elektryczna. Szybki look na zegarek - 8:21 (wiec 14 minut do zamkniecia bramy). Biegiem za strzalkami, wsiadam do kolejki i jade. Dojechalem do B. Teraz sprint do B44. Godzina 8:35 - z jezykiem na brodzie: “Good morning!” :D Uff…

8:55 - Lece do Berlina.

Strefa czasowa: GMT +2

12:00 - Przylot do Berlina.

Po kontroli paszportowej poszedlem na karuzele i cierpliwie czekalem na moje bagaze. Na tyle cierpliwie, ze wyszedlem stamtad ostatni i do tego z pustymi rekami. Tak myslalem - zgubili moje bagaze. Nie dziwilo mnie to, natomiast zdziwilem sie, ze nie bylo zadnej kontroli celnej ani w Londynie ani w Berlinie. Tak wiec moj bagaz podreczny z zawartoscia za prawie 4000$ przeszedl bez zadnego cla i VATu :D

Zglosilem zaginiecie bagazy. Pani wstukala numery moich toreb i oswiadczyla, ze zostaly one w Detroit. No coz… Dostalem potwierdzenie zlozenia reklamacji wraz z numerem do sledzenia bagazy w Internecie. Maja przyleciec do Wroclawia a potem do mnie do domu.

Poniedzialek, 25 sierpnia.

10:15 - Przyjechal jeden z moich bagazy :)

Zawartosc nietknieta. W torbie mala dziura od przetarcia, ale da sie to zalatac. Drugi bagaz przylecial wczoraj do Amsterdamu, potem do Berlina. Dzisiaj leci do Monachium a z Monachium do Wroclawia. Jesli wszystko pojdzie zgodnie z planem to jutro powinienem dostac druga walizke :)


Pora wracac

Posted by admin on August 22nd, 2008 filed in ogolne
Comment now »

Ponad 3 tygodnie beztroskich wakacji dobiegaja konca i pora wrocic do szarej codziennosci ;) Jutro (23.08) o 13:30 wylatuje z Minneapolis do Nowego Jorku, z Nowego Jorku do Londynu, z Londynu do Berlina, a z Berlina samochodem do Boleslawca. Fajnie bylo… ale sie skonczylo ;)

Dzisiaj na “do widzenia” postrzelalem sobie troche z kuszy. Naciag ok. 75kg, a po pociagnieciu za spust strzala leci z predkoscia 120m/s :) Na trzy oddane strzaly - jeden byl celny - w sam srodek :) I to byl moj pierwszy strzal :D


Polski kubek

Posted by admin on August 22nd, 2008 filed in ogolne
Comment now »

Nie od dzisiaj wiadomo, ze w USA popularne sa kawaly o Polakach. Podobnie jak my wymyslamy i opowiadamy dowcipy o Ruskich / blondynkach, tak Amerykanie opowiadaja kawaly o nas. W tych dowcipach Polak to taki niedouczony cwiercinteligent. Czytalem pare z nich i niektore sa naprawde smieszne, ale trzeba sie troche zdystansowac zeby nie poczuc sie urazonym ;)

Mozna tutaj kupic rozne gadzety rzekomo sprowadzone z Polski. Jednym z nich jest “Polski kubek” (Polish Mug).

Na pozor niczym nie rozni sie od zwyklego kubka…

…ale przyjrzyjmy sie troszke blizej…

…i glebiej…

:D

Wawaweewa! It’s a very nice! I like! ;)


- Dlaszego ty wrasasz do Polsky?…

Posted by admin on August 21st, 2008 filed in ogolne
2 Comments »

…Przeciesz dolar nie ma teras wartoscy. Zarobilesz tutaj dolary i chcesz wrasac?
- Ale ja nie pracowalem tutaj, jestem tu na wakacjach.
- Co? Nie prasowales?
- Nie pracowalem.
- Co z ciebie za Polak, ze nie przyjechales tutaj prasowac? Szyscy tu przyjezdzaja prasowac!

Taka rozmowe dzisiaj odbylem z Czeslawem Rogiem - 80-letnim dziadkiem z Minneapolis, ktory zajmuje sie wydawaniem gazetki polonijnej i przyjmowaniem przesylek dla PolAmeru (wysylalismy dzisiaj paczke do Polski). Bardzo sie zdziwil, ze nie przyjechalem do Hameryki pracowac, tylko w celach turystycznych :P

No coz, czasy sie zmienily i znany z piosenki Kukiza “portfel caly wypchany dolarami” wiezie sie obecnie do USA a nie z powrotem ;)


American way of feeding dog ;)

Posted by admin on August 21st, 2008 filed in ogolne
Comment now »

czyli amerykanski sposob karmienia psa:

A tutaj amerykanskie usprawiedliwienie picia alkoholu:

Koszulka z napisem: “Watroba jest zla, musi byc ukarana” :D

American Dream:

“Moi rodzice mowili, ze moge byc kim zechce, wiec zostalem dupkiem”. :D


Wspomnienia z Conch Republic

Posted by admin on August 20th, 2008 filed in ogolne
1 Comment »

Obiecalem, ze napisze cos wiecej o moim pobycie w Key West…

Klimat subtropikalny, temperatura w cieniu ok. 90-94F (czyli ok. 33-36 stopni Celsjusza), palmy, kury biegajace po ulicach - witamy w Key West :D Motto mieszkancow to “One Human Family”.

Dolecialem na miejsce w niedziele - 10 sierpnia. Pierwsze zdziwko przezylem po odebraniu bagazu. Zabezpieczylem go metalowa klodka, zeby nikt mi w nim nie grzebal. Klodki nie bylo, a w jej miejsce ktos zalozyl plastkikowy zacisk. WTF? Po otwarciu bagazu znalazlem kartke z przyklejona klodka i wytlumaczeniem, ze moj bagaz podejrzanie wygladal wiec otworzyli go i przeszukali :P

Z lotniska wskoczylem prosto do taksowki, ktora zawiozla mnie na Petronia Street do Caribbean House - miejsca mojego spoczynku ;) Po drodze ucialem sobie pogawedke z taksowkarzem, ktory jak dowiedzial sie, ze jestem z Polski, powiedzial, ze zna jedno zdanie po polsku: “jestes bardzo piekna”. ;) To samo zdanie bardzo dobrze znal Brazylijczyk Luis, ktory pracowal ze mna w PGS. Tzn. pracowal w ten sposob, ze bajerowal laski na MSN i Skype zamiast robic to co do niego nalezalo ;)

Gdy dotarlem na miejsce nikogo nie bylo w recepcji, a na drzwiach wisiala koperta z napisem “KRZYSZTOF”. W srodku byl krotki list do mnie + klucz do pokoju. Wszedlem do pokoju, rozpakowalem sie, rozebralem do samych gaci i wylozylem na lozku puszczajac klimatyzacje na maxa wprost na siebie. Uffff…….. :P

Jak sie okazalo na drugi dzien - wcale nie takie “Ufff”. Dlaczego? Ano dlatego, ze obudzilem sie z bolem gardla. Szybko pobieglem do sklepu kupic jakis specyfik, ktory by mnie wykurowal. Zakupilem jakis syrop przeciwko przeziebieniu i grypie. Po wypiciu calej butli (nie na raz - przez 2 dni) nie bylo zadnych pozytywnych efektow. W srode kupilem jakies tabletki, krople do nosa - rowniez nic nie daly.

W miedzyczasie spacerowalem uliczkami Key West podziwiajac stare drewniane domki, jadlem lokalne specjaly - m.in. krewetki, homary, kurczak po jamajsku, key lime pie (ciasto z limonek rosnacych w key), itd…

We wtorek, srode i czwartek mialem wykupione 3 wycieczki wglab oceanu.

Pierwsza z nich to 3,5h wycieczka katamaranem Caribbean Spirit do Marine Sanctuary - zywej rafy koralowej. Po dotarciu na miejsce przez ok. 1,5h mozna bylo nurkowac i podziwiac rafe, kolorowe rybki i inne ciekawe stworzenia :) Fajne miny mieli ludzie kiedy wyjalem swoje Gary 3000 - 94cm pletwy :D Zalozylem kamizelke i pas balastowy z 3kg balastu. Juz mialem wchodzic do wody kiedy zhaltowal mnie jeden koles z ekipy i powiedzial, ze nie wolno isc do wody z pasem, bo jesli cos sie stanie to oni nie beda w stanie mnie wyciagnac. Nie chcialem sie z nim klocic wiec poslusznie zostawilem pas na lodzi. Potem przez poltorej godziny podziwialem podwodne zycie :)

W srode na pokladzie Dolphin Cat najpierw poplynelismy obserwowac delfiny na wolnosci a potem snorkowac na rafie. Tym razem pasa juz nie bralem bo wiedzialem, ze bede go znow dzwigal na darmo. Mimo to bylo bardzo fajnie. Widzialem ryby, plaszczki, kraby… Jedna z ciekawszych ryb jakie widzialem byla barracuda. Dua ryba z ostrymi zebami. Jak ja zobaczylem to natychmiast zanurkowalem zeby ja dogonic i pstryknac fotke. Potem zobaczylem 4 takie ryby plynace w moim kierunku (inne rybki w tym czasie uciekaly przed nimi). Bylo spoko, dopiero wczoraj dowiedzialem sie, ze barracuda jest bardzo grozna dla czlowieka - prawie jak rekin :P

W czwartek byla moja najdluzsza podroz - wyprawa katamaranem Fast Cat do Fort Jefferson polozonym w archipelagu Dry Tortugas (ok. 70 mil od Key West). Fort Jefferson to nigdy nie skonczona baza militarna, sluzaca do obrony poludniowo-wschodnich wybrzezy USA. Dry Tortugas to park narodowy, nazwany tak przez hiszpanskiego odkrywce Ponce De Leon’a. Dry to po angielsku “suchy”, Tortugas po hiszpansku oznacza zolwie. Wyspy zawdzieczaja ta nazwe po pierwsze tym, ze jest tam sucho - nie ma w ogole slodkiej wody, oraz duzym morskim zolwiom, ktore zamieszkiwaly te tereny. Po zolwiach zostalo niestety tylko wspomnienie, a mialem nadzieje zobaczyc jakiegos na zywo :/ Tak samo ptaki - z tego co czytalem przed wyjazdem to zyje tam mnostwo gatunkow dzikich ptakow - nie widzialem ani jednego :P Oszukali mnie! Banda zlodziei, decydentow, takich jak tu chodza! :P Po zwiedzeniu fortu zostaly ok. 2 godziny na nurkowanie. Skorzystalem z okazji, ze na tej wycieczce bylo ok. 100 osob i przemycilem moj pas balastowy. Wreszcie moglem naprawde zanurkowac, zaczaic sie na dnie i nie martwic sie o to, ze wypornosc ciagnie mnie na powierzchnie :) Widzialem tam tez duzo barracud i tez za nimi ganialem jak debil, nie wiedzac co mi grozi :P


Poza tymi trzema wypadami niestety nie nurkowalem, bo… bylem bardzo chory. Bol gardla przemienil sie w katar, a katar w goraczke i zapalenie zatok. Dotrwalem jakos do piatku ale bylo coraz gorzej. Wygladalem jak chodzacy trup, wiec postanowilem poszukac jakiegos szpitala / lekarza / znachora / etc. Po 2 godzinach chodzenia po Key West zabladzilem. Kiedy w koncu zorientowalem sie gdzie jestem, obralem jeden kierunek i powoli zblizalem sie do swego legowiska. Po drodze patrze - “O! Szpital!”, po chwili jednak mina mi zrzedla gdy zorientowalem sie, ze to nie szpital tylko “Moped Hospital”, czyli centrum naprawy motorowerow :P No nic, zrezygnowany przeszedlem przez ulice i moim oczom ukazal sie “Truman Medical Center”. Alleluja! :D Wszedlem do srodka, zapytalem o koszt wizyty i zapisalem sie w kolejke. W sumie cala zabawa kosztowala mnie ponad 150 zielonych (110$ - wizyta, 40$ - antybiotyk), nie liczac kilkudziesieciu bucksow, ktore wydalem wczesniej na placebo sprzedawane jako leki bez recepty :P

W sumie dopiero po zazyciu drugiej dawki antybiotyku (czyli w sobote, dzien przed wyjazdem z Key West) odzylem, ale wtedy niestety trzeba bylo sie juz zbierac. Tak czy siak - ja tam jeszcze wroce :)

Z ciekawostek, ktore widzialem w Key West:

Shipwreck Museum - muzeum zlomiarzy, ktorzy dorobili sie niezlej kasy w czasie kiedy w Key West nie bylo latarni morskiej i statki rozbijaly sie w poblizu

Believe it or not! - (ang. uwierz lub nie) muzeum zalozone przez podroznika Roberta Ripleya, zebral w nim same dziwne i niewiarygodne eksponaty, zdjecia i filmy. Np. byl tam film z facetem, ktory potrafil obrocic glowe o 180 stopni i popatrzyc sie na swoj wlasny tylek :P

Pirate Soul Museum - muzeum piratow, ponoc jedyne muzeum, ktore zawiera prawdziwe eksponaty, skarby, mapy nalezace do prawdziwych piratow z Karaibow (np. Czarnobrodego, Billy Kidd’a).
Ernest Hemingway House - dom Ernesta Hemingwaya, ktorym zyl przez kilka lat i popelnil tam kilka swoich znanych powiesci (m.in. “Pozegnanie z bronia” i “Sniegi Kilimandzaro”). W domu Ernesta Hemingwaya do dzis zyje 49 potomkow jego kotow :)


Bullet in your head ;)

Posted by admin on August 18th, 2008 filed in ogolne
6 Comments »

Dzisiaj wieczorem po kolacji (czyli bigosie z niedzwiedzia:P) zeszlismy do piwnicy robic kule. Tak jest - kule :) Zrobienie kul wlasnorecznie jest kilkakrotnie tansze niz kupienie gotowych.

“Produkcja” kuli przebiega w kilku etapach:

  1. Wciskanie primera (zapalnika) do luski.
  2. Wsypywanie prochu do luski - w tym przypadku ok. 160 grains (gran = 1/7000 funta).
  3. Wlozenie olowianej kulki.
  4. Zacisniecie w specjalnej prasce.

Zrobilismy 100 kul, czyli starczy na jedno polowanie na niedzwiedzia ;) Hehe… Kulek oczywiscie starczy na dluuugooo, i jak szczescie dopisze to jeden niedzwiedz i dwie sarny zostana ustrzelone :)


Z duzej chmury maly deszcz

Posted by admin on August 18th, 2008 filed in ogolne
Comment now »

W niedziele o 8:00 rano ogloszono w Key West i calym Florida Keys obowiazkowa ewakuacje turystow. Moj lot byl o 17:21, wiec mialem jeszcze troche czasu, zeby przejsc sie ulicami Key West. Ludzi bylo bardzo malo, co chwile padal deszcz, wlasciciele sklepow zabijali deskami witryny, czesc sklepow i restauracji byla zamknieta. Wszyscy przygotowywali sie na najgorsze…

Jedzac lunch w barze slyszalem grupke Polakow, ktorzy dopiero co przyjechali do Key West i dziwili sie czemu wszyscy boja sie jakiejs tam burzy ;) Widocznie nie wiedzieli co moze ich czekac. Udalo mi sie stamtad wyleciec i bezpiecznie dotarlem do Miami, a potem do Minneapolis.

Dzisiaj okolo poludnia w Keys mial sie wydarzyc Armageddon. Na szczescie huraganu nie bylo, tylko burza tropikalna o sile 8-9 w skali Beauforta - czyli mniej niz to co przezylem na Mazurach rok temu (wtedy bylo 13B na srodku jeziora Talty) :P Fay teraz wedruje przez Zatoke Meksykanska i tam moze sie nieco wzmocnic. Moze z niego powstac huragan tropikalny 1 stopnia i wtedy moze byc nieciekawie. Na szczescie mnie juz tam nie ma, choc bardzo zaluje, bo w Key West jest prawie jak w raju (z tym, ze goraco jak w piekle) ;)

A oto filmik nagrany przez mieszkanca Key West:


Jak Kuba Bogu…

Posted by admin on August 17th, 2008 filed in ogolne
2 Comments »

…tak Bog Kubanczykom ;)

Jestem juz 6 dzien w Key West - miejscowosci polozonej zaledwie 90 mil od stolicy Kuby - Havany. Czuc tutaj kubanski klimat. Co kilka krokow sa sklepiki z recznie zwijanymi kubanskimi cygarami i slychac z nich kubanska muzyke :)

Lotnisko, na ktorym ostatecznie wyladowalem nazywa sie Key West International Airport, a wielkoscia przypomina bardziej dworzec PKP w Boleslawcu ;) Nad wejsciem do lotniska wisi napis: “Welcome to Conch Republic”. Conchs (konks) - tak na siebie mowia tubylcy. Kiedys chcieli autonomii i byc niezalezni od Stanow Zjednoczonych. Po burzliwych walkach ostatecznie sa czescia USA i to chyba z korzyscia dla nich ;)

Miasteczko jest bardzo male, ma zaledwie 4 na 8 km. Same drewniane domki, mnostwo palm i… biegajace po ulicach kury. Pelno ich jest! Nawet jak bylem na obiedzie w restauracji Blue Heaven to miedzy stolikami lazily sobie kury i koguty :P

Mieszkam w czesci zwanej Bahama Village, jest to dzielnica czarnych, ale taksowkarz powiedzial mi, zebym sie niczego nie obawial. Nie jest to latwe bo jak wracam do pokoju to zawsze mijam grupe ok. 10 osob, krzyczacych do siebie “jou madafaka” ;) Na szczescie jest tez duzo policji, widzialem juz kilka interwencji :]

Jest goraco. Serio. Jest masakrycznie goraco. Nawet wieczorem jak otwieram drzwi mojego pokoju to czuc uderzenie goracego powietrza. Poza tym jest bardzo duza wilgotnosc powietrza i duszno, bardzo duszno. Bez butelki wody lepiej nie wychodzic zbyt daleko.

Na razie tyle, napisze wiecej jak wroce do Maple Lake, bo tutaj w kafejkach internetowych kroja jak sie da - 20 centow za minute :(

Wylatuje jutro po 17:00, wiec powinienem zdazyc przed huraganem Fay, ktory nadciaga znad tropikow. W telewizji od kilku dni trabia o tym, ze nalezy zrobic zakupy na co najmniej 3 dni zycia, bo moze sie zdarzyc, ze przez 3 dni nie bedzie elektrycznosci, wody pitnej. Tak wiec ludzie kupuja zapas wody, baterie, jedzenie.
.. uff… dobrze, ze stad znikam przed uderzeniem :)

Na koniec pare fotek:

I filmiki:

Maly update posta:




Albertville Premium Outlets

Posted by admin on August 10th, 2008 filed in ogolne
Comment now »

W sobote (9 sierpnia) pojechalem z Diane do Albertville, gdzie tuz przy autostradzie znajduje sie kompleks sklepow firmowych (tzw. outlet store). Ceny w tych sklepach sa duzo nizsze od normalnych cen, bo sa tam towary prosto od producenta. I tak np. koszula Columbia Sportswear, ktora we Wroclawiu w Decathlonie kosztuje grubo ponad 150zl tutaj kosztowala 3 razy mniej :D WAWAWEEWA!! :P

Jutro rano kolejna czesc mojej podrozy - o 7:20 rano z lotniska w Minneapolis lece do Key West na Florydzie (z przesiadka w Miami). Sprawdzilem pogode i wyglada na to, ze nie bedzie zadnego huraganu w tym tygodniu :) Huragan Eduard (pozdrowienia dla Edka ;) ) w tej chwili szaleje nad Teksasem i prawdopodobnie zniknie zanim dojdzie do Florydy. Oby :)


Laporte i Itasca Park

Posted by admin on August 10th, 2008 filed in ogolne
Comment now »

Piatek, 8 sierpnia. Pobudka o 5:00. Szybkie sniadanie i o 6:15 ruszamy znow na polnoc. Tym razem celem podrozy sa: Laporte i Itasca Park.

W Laporte mieszka Steve, kolega wujka, ktory ma tam calkiem spory kawalek lasu. Idealne miejsce do polowania :) U Steve’a zostawilismy mieszanke cukrowo-cynamonowa do dokarmiania niedzwiedzia. Potem odwiedzilismy jego sasiada Boba, u ktorego zostawilismy samochod do naprawy. Zrobilem tam pare zdjec i Steve zazartowal, ze jak przyjade z nimi do Polski i ludzie zobacza Boba to nigdy nie beda chcieli przyjechac do USA. Powiedzial, ze Polacy pomysla, ze w USA mieszkaja niewyksztalceni wiesniacy chodzacy z bronia i strzelajacy do wszystkiego co sie rusza ;) (ang. “When he comes back to Poland and show the pictures people will think that there are just rednecks with guns in US.”). Zdjecie Boba pod spodem - teraz sami zdecydujcie czy warto tu przyjezdzac czy nie. Potem ruszylismy do oddalonego o 20 mil Itasca Park.


W Itasca Park znajduje sie m.in. jezioro Itasca, w ktorego wyplywa druga co do wielkosci rzeka USA - Mississippi. Jezioro jest malutkie, a rzeka przy swoim zrodle jest tak plytka, ze woda siega do kostek. Spokojnie mozna przejsc z jednego brzegu na drugi, bo szerokosc rzeki to jakies 7-8 metrow. To byl naprawde niesamowity widok, trudno bylo uwierzyc, ze potezna rzeka, ktora widzialem w Minneapolis, u swojego zrodla jest zaledwie malutkim strumykiem.

Z Itasca Park pojechalismy z powrotem na posesje Steve’a zeby sobie troche postrzelac. Pierwszy raz w zyciu strzelalem z ostrej broni :) Kilka strzalow z rewolweru, potem kilka z karabinu. Ani razu nie trafilem tam gdzie chcialem, hehe ;)

Po strzelaniu pojechalismy do Bemidji, gdzie miala byc impreza (festyn) organizowany przez ludzi, ktorzy walcza badz walczyli z rakiem. Miala to byc wielka feta z jedzeniem, muzyka, itp. Po przyjechaniu na miejsce wygladalo to bardziej jak stypa. Muzyczke ledwo bylo slychac, ludzi malo, wiec zwinelismy sie i ruszylismy w dluga droge powrotna do domu.

Odwiedzone miejsca:




Witamy w Wielkiej Brytanii…

Posted by admin on August 10th, 2008 filed in ogolne
Comment now »

Takiego smsa dostalem od Orange gdy dojechalismy do Duluth - miasta portowego polozonego na polnocy Minnesoty przy jeziorze Lake Superior (142m glebokosci). Przez chwile zwatpilem - gdzie ja jestem? Moze tak naprawde nie ma czegos takiego jak Ameryka i wszystko jest polozone miedzy Francja a Anglia? ;) Ciekawe jakie stawki za roaming teraz mam - europejskie czy amerykanskie? ;)

Wzialem ze soba swoj nurkowy ekwipunek z mysla, ze moze dam nura pod wode. Ale troche glupio wygladaloby gdybym wskoczyl do wody w porcie, nie? :P

Pierwszym miejscem, ktore odwiedzilismy bylo jedyne w USA akwarium slodkowodne. Bylo tam mnostwo gatunkow ryb, ptakow i innych stworzen, ktore zamieszkuja wielkie jeziora Minnesoty. Zdjecia ponizej to ZYWE zwierzatka a nie wypchane pluszaki ;) (mam tez pare fotek ryb, ale slabo wyszly robione przez szybe ;))

Do akwarium dotarlismy ok. 9:20 a otwierali o 10:00 wiec musielismy troche poczekac. W miedzyczasie zapytalismy sie dziewczyny, ktora pracuje w akwarium co ciekawego mozna zobaczyc w Duluth. Powiedziala, ze poza akwarium nie ma nic ciekawego i warto pojechac wzdluz polnocnego brzegu jeziora. Tak tez zrobilismy po zwiedzeniu akwarium.



Pierwszym przystankiem bylo Two Harbors, male miasteczko portowe polozone przy Lake Superior. Port Agate Bay sluzy do zaladunku towarow z pociagow na statki (i odwrotnie). Statki te transportuja towary poprzez 5 jezior i rzeke sw. Wawrzynca, ktora laczy je z oceanem. Znajduje sie tam rowniez mala latarnia.

Stamtad pojechalismy do Gooseberry National State Park, gdzie w parku znajduje sie trzypoziomowy wodospad Gooseberry Falls. Bardzo malownicze miejsce :)

Z Gooseberry pojechalismy do Split Rock, gdzie znajduje sie stara, ale wciaz dzialajaca, latarnia. Stamtad mozna bylo zobaczyc jak potezne jest Lake Superior - nie bylo widac drugiego brzegu, a tak naprawde widzielismy jedynie 1% calego jeziora.


Cukier + cynamon = to co misie lubia najbardziej :)

Posted by admin on August 10th, 2008 filed in ogolne
Comment now »

Tak jest! W srode (7 sierpnia) wieczorem po powrocie z Bush Lake zabralismy sie za mieszanie cukru z cynamonem (3 razy po 50 funtow cukru + 5 funtow cynamonu). W sumie wyszly trzy duuuzeee ciezkie worki (ok. 27kg kazdy), ktorych zawartosc posluzy do dokarmiania i wabienia niedzwiedzia :)

Wujek ponownie w tym roku zostal wylosowany i moze upolowac jednego niedzwiedzia. Dokarmianie zaczyna sie juz teraz, a sezon jakos na poczatku wrzesnia i trwa ok. 4 tygodnie (nie pamietam dokladnie).

Mialem okazje jesc tutaj pieczen z niedzwiedzia i musze przyznac, ze byla pyszna :D


Holy shmunky!

Posted by admin on August 7th, 2008 filed in ogolne
Comment now »

Cokolwiek to znaczy - jest to okrzyk radosci mojego wujka :D

Uslyszalem to dzis rano kiedy rozmawial przez telefon ze swoim przyjacielem Danielem, ktory zaprosil nas do siebie na obiad (jest zawodowym kucharzem i kelnerem), a po obiedzie zabral nas do Minnehaha Park gdzie znajduje sie jeden z wodospadow na rzece Mississipi. Minnehaha w jezyku indian Dakota oznacza “wodospad” i jest to imie legendarnej kochanki indianskiego proroka Hiawatha.

Wodospad otoczony jest parkiem z restauracja i sala bankietowa. Bardzo malownicze miejsce :)

Gdy juz nacieszylismy sie widokiem spadajacej wody ruszylismy nad Bush Lake polezec troche na plazy i poplywac w jeziorku. Woda byla bardzo ciepla, przejrzystosc przecietna i niestety na nic przydal sie moj nurkowy ekwipunek, bo woda w najglebszym miejscu siegala do ramion, a dalej nie mozna bylo wyplynac bo ratownicy pilnowali, zeby nikt nie wyplywal poza boje. Niewiele zobaczylem, nie zanurzylem sie zbyt gleboko, ale moge powiedziec, ze nurkowalem w jednym z jezior Minnesoty :D Jutro moze bede mial wiecej szczescia bo jedziemy nad jezioro Superior Lake - najwieksze w Ameryce i jedno z najwiekszych na swiecie.

Minnehaha i Hiawatha


No shirt, no shoes, no service…

Posted by admin on August 7th, 2008 filed in ogolne
Comment now »

…czyli po naszemu - “nie obslugujemy ludzi niekompletnie ubranych lub bez butow”. Taki napis mozna spotkac przy wejsciu do wiekszosci supermarketow. Ciekawe, nie? :)

Wtorek uplynal pod znakiem “Mall of America” - najwiekszego centrum handlowego w USA, do ktorego zjezdzaja pielgrzymki z calego kraju. Poza niezliczona liczba sklepow i restauracji w samym srodku Mall of America znajduje sie duze wesole miasteczko z rollercoasterami, diabelskim mlynem, kolejka wodna, itp. itd. Nic dziwnego, ze zjezdzaja tam cale rodziny, gdyz mozna tam spedzic caly dzien i nie zobaczyc wszystkiego.

Druga duza atrakcja jest podziemne akwarium oceaniczne. Najwieksze podziemne akwarium w USA z przeroznymi gatunkami rekinow, plaszczek, zolwi, wezy, … Akwarium jest potezne a oglada sie je spacerujac w szklanym tunelu, w ktorym mozna zobaczyc jak rekin przeplywa tuz obok lub nad nami. Mam nadzieje, ze na Florydzie nie bede widzial tego samego na zywo ;) Swoja droga - podobnie wyobrazalem sobie akwarium w Arkadach Wroclawskich zanim jeszcze zostaly wybudowane, hehe :P

Po kilku przejazdzkach w wesolym miasteczku i po obejrzeniu rekinow poszlismy cos zjesc. Wybor byl duzy: kuchnia meksykanska, chinska, tajska, japonska, wloska, francuska, amerykanska, itd… Wybralismy meksykanskie burritos z ostrym sosem chili :D Ku mojemu zdziwieniu wszystkie bary byly praktycznie puste, natomiast najbardziej obleganym barem byl… Mc Donald’s. W kolejce do Mc Donalda stalo chyba z 30 osob, podczas gdy przy innych nie bylo NIKOGO! Teraz sie nie dziwie dlaczego amerykanie sa rozmiaru XXXL :P


Twin Cities - Minneapolis / St. Paul

Posted by admin on August 5th, 2008 filed in ogolne
2 Comments »

Dzisiaj odwiedzilem Twin Cities (blizniacze miasta) - Minneapolis i St. Paul (Sw. Pawel - nie mylic z “Piotrem i Pawlem” ;)). Miasteczka oddziela od siebie rzeka Missisipi. Minneapolis jest bardziej nowoczesne, podczas gdy architektura St. Paul jest bardziej tradycyjna i “powazna”. W koncu jest to stolica stanu Minnesota a to zobowiazuje ;)

Bylismy dzis znowu w rosyjskim (lub ukrainskim - nie wiem) sklepie “Kramarczuk”. Ku mojemu zdziwieniu znalazlem tam caly regal z boleslawiecka ceramika :D Ekspedientka sie ucieszyla jak powiedzialem jej, ze jestem z Boleslawca :)


Niedziela…

Posted by admin on August 4th, 2008 filed in ogolne
Comment now »

Obudzilem sie dosc wczesnie jak na mnie, bo juz ok. 7 rano. Pewnie dlatego, ze jeszcze calkowicie nie przestawilem sie na amerykanski czas. Jakby nie patrzec tutaj jest 7 godzin do tylu :P

Pare minut pozniej uslyszalem jak wujek podnosi rolety i wola mnie zebym przybiegl z aparatem. Szybko chwycilem w garsc aparat i wyjrzalem przez okno. Oto co zobaczylem:

Ogromny bielik amerykanski jedzacy sniadanie (czyt. przejechanego kota) na drodze stanowej County Rd 8 NW. Gatunek ten jest pod scisla ochrona w USA, tak scisla, ze nie wolno nawet posiadac piora tego ptaka :) Orzel szybko odlecial slyszac nadjezdzajacy samochod i juz nie wrocil.

Zjedlismy sniadanie i pojechalismy do kosciola. Zdziwilo mnie, ze przed wejsciem stal facet i wital sie ze wszystkimi, ktorzy wchodzili. Przywitalem sie z nim. Wchodze dalej - a tam kolejne drzwi i kolejny facet usmiechajacy sie i witajacy ludzi wchodzacych do kosciola. Za nim stal ksiadz, ktory tez podawal reke kazdemu i pytal co slychac. Na koncu przy ostatnich drzwiach chlopiec, ktory rowniez wszystkich wital :D Niezle! Sama msza bardzo podobna do polskiej, z tym, ze piesni byly bardziej zywe i nie bylo slychac znanego z naszych kosciolow smutnego zawodzenia starych babc ;)

Po mszy pojechalismy do St. Cloud. Pogoda sie popsula i lal deszcz, ale na szczescie chmury szly w przeciwnym kierunku do naszej jazdy i gdy dotarlismy na miejsce juz nie padalo. Miasteczko bardzo male i tak naprawde nic specjalnego w nim nie bylo. Pojechalismy wiec do duzych sklepow na male zakupy ;)

Najciekawszy punkt dnia - dinner - czyli zurek i pieczen z niedzwiedzia upolowanego niespelna rok temu :D Wawaweewa! Palce lizac! :)


Google Maps mnie nie lubi!

Posted by admin on August 4th, 2008 filed in ogolne
Comment now »

Nie wiem czemu ale udalo mi sie wstawic tylko jedna mapke z zaznaczona trasa. Probowalem wstawic inne i Google odmawia posluszenstwa - generuje czysta mape bez zadnych oznaczen i trasy. Shit! ;P


Dluuuga podroz…

Posted by admin on August 2nd, 2008 filed in lot, podróż
Comment now »

W piatek ok. 3 w nocy wystartowalismy z Boleslawca do Berlina. Wyliczylismy, ze akurat przyjedziemy jak otworza check-in. Zapomnialem jednak, ze moj tata lubi “nadepnac” i bylismy tam grubo przed czasem. Ale to dobrze, bo dzieki temu bylem trzecia osoba przy odprawie a pare minut po mnie utworzyla sie gigantyczna kolejka.

Pierwszy lot trwal niewiele ponad 8 godzin i o przylecialem do Newark wczesniej niz to bylo w rozkladzie (a balem sie, ze moge nie zdazyc na przesiadke bo wystartowalismy z lekkim opoznieniem). W samolocie bylo:

1. Ciasno.
2. Niewygodnie.
3. Glosno.
4. Niewygodnie.
5. Niewygodnie.
6. Ciasno.

;)

Myslalem, ze sobie chociaz troche odespie ale ale sie nie dalo bo jak tylko udalo mi sie zasnac to glowa mi leciala i w tym samym momencie sie budzilem :P Wzialem sie wiec za samolotowa rozrywke, czyli moj prywatny ekranik zamontowany na siedzeniu z filmami, muzyka, grami, itp. Przez znaczna czesc drogi gralem w sudoku, potem sluchalem The Doors i Led Zeppelin, a na koniec puscilem sobie Batman Begins, ale nie dotrwalem do koncowki bo mi sie przysnelo ;)

Zdziwilo mnie to, ze na tym ekraniku mozna bylo obejrzec niektore filmy, ktore niedawno lecialy w Polsce w kinach, np. “21″.

W samolocie pod koniec lotu steward rozdawal druk I-94 i deklaracje celna do wypelnienia. Chyba wygladalem jak niemiec bo dostalem od niego druk dla turystow nie potrzebujacych wizy. Wymienilem wiec papierek na wlasciwy i zabralem sie za wypelnianie. Po przeczytaniu kilku zdan stwierdzilem, ze nie dam rady bo wszystko tam bylo napisane po niemiecku. Poszedlem wiec do niego i wymienilem na wersje angielskie.

W jednym punkcie sklamalem - nie wolno wwozic zadnej zywnosci, a Ja mialem wielka pake suszonych grzybow, czekolady i vegete :D

W Nowym Yorku nastalem sie w kolejce do urzednika imigracyjnego. Teoretycznie taki koles ma decydujacy glos czy wpuscic delikwenta do USA czy nie. Zapytal mnie jaki jest cel mojej podrozy i czy juz kiedys bylem w USA. Powiedzialem, ze nie bylem, a on na to: “Your first time ever?? Really??”. Po czym wpial mi do paszportu fragment druku I-94 z pieczatka, ze moge zostac tutaj do konca stycznia :D

Potem odebralem moje bagaze i oddalem deklaracje celna. Zapytalem celnika po angielsku gdzie mam oddac moje bagaze do nastepnego lotu a on mi odpowiedzial po polsku “idz prosto” :P

Przeszedlem kawal drogi do tasmy “Connecting Flights”. Na miejscu byla grupka murzynow, ktorzy radosnie rzucali bagazami na tasme. Dalem im moje walizki i poszedlem na pociag, ktory transportuje ludzi miedzy terminalami. I tak z terminalu C dostalem sie na A.

Przeszedlem tam jeszcze jedna odprawe (m.in. skanowanie butow) i udalem sie do poczekalni. Mialem godzine do odlotu.

Samolot wygladal w srodku jak taki troche wiekszy autobus. Miejsce mialem na samym koncu przy oknie, a tuz za moimi uszami byly turbiny silnika - do teraz je slysze ;) Wystartowalem z ponad pol godzinnym opoznieniem i po niecalych 3 godzinach dolecialem do Minneaoplis. Przy wychodzeniu z samolotu ustawila sie grupka ludzi czekajacych az pracownik lotniska wylozy bagaze. Stanalem tam i czekalem na moj bagaz. Gdy koles polozyl ostatnia sztuke bagazu powiedzial, ze to wszystko co ma. Yyyyy?? Moich oczywiscie nie bylo. Zaczalem wiec pytac co mam zrobic a pilot powiedzial, ze jak jestem z lotu miedzynarodowego to bagaze beda na tasmie. Mial racje :)

Po odebraniu bagazy spotkalem Teda i Diane, ktorzy tam na mnie czekali :)

Wpakowalismy sie do samochodu i ruszylismy do Maple Lake, po drodze robiac zakupy w rosyjskim sklepie w Minneapolis.

W sumie moja podroz liczac przejazd samochodem z Boleslawca do Berlina i z Minneapolis do Maple Lake trwala ok. 23 godziny. Masakra.


Początek podróży…

Posted by admin on July 31st, 2008 filed in podróż
Comment now »

Wystartowałem dzisiaj (31 lipca) o 7:44 z Wrocławia pociągiem do Bolesławca. Obładowany na maxa, ledwo wtargałem cały dobytek (czyt. ubrania, płetwy, piankę, aparat, obiektywy) do pociągu. O 9:23 wylądowałem w Bolesławcu i tutaj zatrzymam się do ok. 3 w nocy. Wtedy wyjedziemy samochodem do Berlina, skąd będę leciał do US & A ;)

Poniżej mapka trasy europejskiej. Amerykańska zaczyna się przylotem do Newark.



Hmm…

Posted by admin on July 31st, 2008 filed in ogolne
Comment now »

Wczoraj w nocy mnie natchnęło (dzięki amorfiz ;P) i postanowiłem założyć bloga żeby dzień po dniu w miarę możliwości dokumentować moją podróż :)