Strefa czasowa: GMT -5

Sobota, 23 sierpnia.

6:00 – Pobudka.
7:00 – Śniadanie.
8:30 – Wyjazd na lotnisko w Minneapolis.
9:50 – Przyjazd na lotnisko, odprawa bagażowa.

Pani na lotnisku stwierdzila, ze skoro lece przez Londyn do Berlina to musze miec wize tranzytowa przez Anglie (sic!). Tlumaczylismy jej, ze Polska jest w UE i nie potrzeba zadnych wiz, ale nie dawala za wygrana. W koncu skonsultowala to z jakas madrzejsza od siebie osoba i okazalo sie, ze jednak wizy nie potrzebuje 🙂

10:40 – Pożegnanie i przejście przez bramki.
11:00 – Szok: Lot nr CO2911 opóźniony o 60 minut!!!

Szybko przejrzalem moj rozklad jazdy i z niego wynikalo, ze jesli bym lecial godzine pozniej to nie zdazylbym sie przesiasc w Nowym Jorku na lot do Londynu. Burza mysli. Co robic? Pomyslalem sobie – ok, bedzie co ma byc. Poczekam spokojnie na dalszy rozwoj sytuacji…

13:30 – „Pasendżer Moskołiak plis kom tu gejt i najn”

Moskołiak? Yyy… to chyba ja 😉 Poszedlem szybko do bramy E9. Pani oswiadczyla mi, ze lecac z opoznieniem nie zdaze sie przesiasc i dlatego musza zmienic moj rozklad lotow. Ok. Linie lotnicze zmienili mi z Continental na Northwest, a trase na Minneapolis – Detroit – London zamiast Minneapolis – New York – London. Pani zadzwonila do ludzia zajmujacego sie bagazami, zeby odnalazl moje torby i skierowal je do wlasciwego samolotu. Natomiast ja zostalem poinstruowany zeby biegiem udac sie na drugi koniec lotniska, bo moj samolot niebawem startuje.

14:15 – Wylot do Detroit.
17:10 – Przylot do Detroit i biegiem do bramy A66.
18:10 – Wylot do Londynu.

Podroz byla dluga, ale dosyc komfortowa. Lecialem najwiekszym samolotem pasazerskim jaki istnieje – Airbus 330. Nie moglem zasnac, wiec po drodze obejrzalem 3 filmy: „88 minut”, „What happened in Vegas” i po raz setny „Matrixa”. I tutaj ciekawostka. Poniewaz „Matrixa” znam prawie na pamiec to zauwazylem, ze filmy w samolocie sa edytowane (cenzurowane) pod wzgledem tresci. Oto przyklady:

Dialog oryginalny:

I’m just doing my job. You give me that „juris-my-dick-tion” crap… you can cram it up your ass.

Dialog zmieniony:

I’m just doing my job. You give me that outside your delivery area crap, you can cram it up your rear end.

Dialog oryginalny:

You are my own personal Jesus Christ.

Dialog zmieniony:

You are my own personal jeweler.

Ale najlepsze co mnie zwalilo z nog to jak Neo sie zerwal z lozka i zobaczyl, ze jest spozniony do pracy. W oryginale powiedzial „Oh shit!” a tutaj bylo „Oh shiut!”. Wyobrazacie sobie goscia, ktory budzi sie spozniony do pracy i krzyczy „O cholercia!”? Ja nie bardzo 😛

Strefa czasowa: GMT +1

Niedziela, 24 sierpnia.

6:30 – Przylot do Londynu i czekanie 30 minut w samolocie na zwolnienie sie bramy.

Wysiadlem z samolotu o 7:00, lot mialem o 8:55 wiec wydawalo sie, ze mam duzo czasu. Lotnisko okazalo sie naprawde duze. Najpierw musialem podjechac autobusem do Terminalu 5. Potem schodami ruchomymi dostalem sie na drugie pietro gdzie ustawilem sie w kolejce po odbior karty pokladowej. O 8:00 ruszylem do check-in – ludzi jak mrowek. Na bramce zapalila sie czerwona lampka wiec mialem nieprzyjemnosc bycia macanym 😉 O 8:18 zalozylem buty, zabralem swoje rzeczy i ruszylem w poszukiwaniu mojej bramy – B44. Spojrzalem szybko na karte pokladowa – samolot zamykany jest o 8:35, wiec mialem niewiele ponad 15 minut. Ok – biegiem za strzalkami do bram B. Dotarlem do jakiegos znaku i szok – informacja, ze potrzeba minimum 15 minut zeby dostac sie do bramek B – i to jeszcze jadac kolejka elektryczna. Szybki look na zegarek – 8:21 (wiec 14 minut do zamkniecia bramy). Biegiem za strzalkami, wsiadam do kolejki i jade. Dojechalem do B. Teraz sprint do B44. Godzina 8:35 – z jezykiem na brodzie: „Good morning!” 😀 Uff…

8:55 – Lece do Berlina.

Strefa czasowa: GMT +2

12:00 – Przylot do Berlina.

Po kontroli paszportowej poszedlem na karuzele i cierpliwie czekalem na moje bagaze. Na tyle cierpliwie, ze wyszedlem stamtad ostatni i do tego z pustymi rekami. Tak myslalem – zgubili moje bagaze. Nie dziwilo mnie to, natomiast zdziwilem sie, ze nie bylo zadnej kontroli celnej ani w Londynie ani w Berlinie 😀

Zglosilem zaginiecie bagazy. Pani wstukala numery moich toreb i oswiadczyla, ze zostaly one w Detroit. No coz… Dostalem potwierdzenie zlozenia reklamacji wraz z numerem do sledzenia bagazy w Internecie. Maja przyleciec do Wroclawia a potem do mnie do domu.

Poniedzialek, 25 sierpnia.

10:15 – Przyjechal jeden z moich bagazy 🙂

Zawartosc nietknieta. W torbie mala dziura od przetarcia, ale da sie to zalatac. Drugi bagaz przylecial wczoraj do Amsterdamu, potem do Berlina. Dzisiaj leci do Monachium a z Monachium do Wroclawia. Jesli wszystko pojdzie zgodnie z planem to jutro powinienem dostac druga walizke 🙂