15 pazdziernika stwierdzilismy, ze koniec siedzenia w tym uroczym zamglonym miasteczku i wyjezdzajac Yangshuo pozegnalo nas blekitnym niebem i sloncem. W Guilin nie mielismy za wiele czasu, a ze bylo ponad 30 stopni wybralismy sie do parku. Przemily taksowkarz za 8 yuanow przewiozl nas po Guilin pokazujac gore w ksztalcie pijacego slonia, dwie pagody i kilka innych atrakcji. Sam park nie byl specjalnie ciekawy, moze jaskinia lotosu bylaby lepsza, ale nie mielismy czasu jej zwiedzac. Zrobilismy sobie pamiatkowe zdjecie z wielbladem (gora w ksztalcie wielblada) i ruszylismy na lotnisko. Pokazalismy taksowkarzowi nazwe lotniska po chinsku, po czym zamachal skrzydlami, zeby upewnic sie, ze tam chcemy jechac.

Na lotnisku czekala nas powtorka z rozrywki, czyli opozniony lot :(. To chyba norma w Chinach, bo nikt sie tym specjalnie nie przejmowal. Poprzednio lecielismy Air China i gdy samolot sie opoznial to rozdawali jedzenie i darmowe karty do gry. Tym razem nie bylo ani jednego, ani drugiego.

Poniewaz bylismy glodni to zakupilismy oryginalne chinskie zupki i podobnie jak rzesza Chinczykow na lotnisku zalalismy je wrzatkiem i wszamalismy ze smakiem. Fajne jest to, ze co kilka metrow stoi automat z woda do picia – za darmo mozna sie napic zimnej wody albo zalac sobie zupke/herbatke wrzatkiem.

Do Szanghaju dotarlismy ok. 22:00 i niestety nie udalo nam sie przejechac Maglev’em – ostatni odjezdza o 21:32. Na domiar zlego wszystkie wydrukowane materialy o Szanghaju, czyli rozdzial z Lonely Planet i namiary na nasz hostel, zostawilismy w samolocie. Pojechalismy wiec autobusem na czuja :). Po drodze podziwialismy wiezowce, neony i kilkupietrowe skrzyzowania. Wysiedlismy na przystanku Hongkou Stadium, ale nie wiedzielismy jak dalej isc. Pokazalismy taksowkarzowi zaznaczony hostel w GPSie i nie potrafil odczytac nazwy ulicy. Dopiero zajarzyl jak uslyszal haslo „Duo Lun Lu”. Jazda taksowka trwala az minute ;). Po polnocy dotarlismy do naszego hostelu – Koala Garden House – i udalismy sie na zasluzony spoczynek.

Wlasnie uplywa nasz trzeci dzien w Szanghaju. Trzy dni to stanowczo za malo, zeby zwiedzic to 15-milionowe miasto.

Miasto szykuje sie do Expo 2010, wiec jest to jeden wielki plac budowy. Mimo to drapacze chmur i piekne stare miasto robia wrazenie. Na wschod od Szanghaju znajduje sie kilka wodnych miast. My wybralismy Zhujiajiao, ktore jest najblizej. Nie bedziemy sie za wiele rozpisywac, mamy nadzieje, ze zdjecia oddadza choc troche urok tego miejsca.