Istnieje powszechne przekonanie, że wyjeżdżając gdzieś musimy zabierać jak najwięcej rzeczy, tyle ile tylko możemy upchnąć i udźwignąć. Często widziałem sytuacje na lotniskach kiedy ludzie ważyli swoje bagaże i przekraczały one dozwoloną wagę czasami nawet o kilkanaście kilogramów! Wtedy pojawia się problem – albo dopłata, albo zostawiamy pół walizki na lotnisku. Średnio przyjemna sprawa.

Źródło: www.onebag.com

Źródło: www.onebag.com

Inną mało przyjemną sprawą jest zgubiony bagaż. Sam tego doświadczyłem lecąc rok temu z Minneapolis przez Londyn (nie mylić z Lądkiem Zdrojem) do Berlina. Jakież było moje zdziwienie kiedy moje dwa wielkie bagaże nie pojawiły się na taśmie. Okazało się, że w ogóle nie wyleciały ze mną z USA. Jeśli wracamy z wojaży do kraju to zgubiony bagaż to małe piwo, jeśli natomiast zginie nam w drodze na upragnione wakacje to może trochę pokrzyżować plany. Zwłaszcza jeśli mamy dość napięty grafik i chcemy się przemieszczać.

Jeśli chodzi o przemieszczanie to ciągnięcie za sobą jednej lub dwóch walizek i dźwiganie małego bagażu podręcznego na plecach może zmęczyć nawet Pudziana. Nie tylko jest to męczące ale również bardzo niewygodne.

Remedium na to jest one-bag traveling, lub inaczej light traveling, czyli podróżowanie wyłącznie z jednym małym bagażem podręcznym. Niemożliwe? Postanowiliśmy sprawdzić to podczas naszej podróży do Chin, pakując do naszych plecaków tylko najbardziej potrzebny, minimalny ekwipunek. Więcej szczegółów podamy jak przystąpimy do pakowania :) .