5 dni w Łagowie
W niedzielę wróciliśmy z 5-dniowego wypadu do Łagowa. Nie był to wyjazd z Funduszu Wczasów Pracowniczych, ani też pielgrzymka do pobliskiego pomnika Jezusa (lub jak kto woli Aragorna
) w Świebodzinie (tak na marginesie to świebodzińska statua nie jest największa na świecie, większa jest w Boliwii w Cochabamba). Był to wyjazd typowo rekreacyjno/wypoczynkowo/integracyjno/wychowawczy. Towarzyszyli nam Bartek, Ewelina, Marcin i Olga. A na weekend dojechali jeszcze znajomi Bartka – Krzysiek, Wojtek i Malwina.
W Łagowie byliśmy już kilka razy, ale pierwszy raz z Tomkiem
. Mieszkaliśmy w agroturystyce „Nad Stawem”. Fajny teren, duża powierzchnia, własny staw… ale niestety właścicielka nie należy do najmilszych i cały czas czuliśmy się tam jak niechciani. Poza tym za Tomka musieliśmy zapłacić 50% ceny! Pierwszy raz nam się to zdarzyło, żeby za niemowlę trzeba było płacić. Tym bardziej, że właścicielka nie zapewniła nam łóżeczka dziecięcego ani żadnej dostawki tylko jakiś badziewny składany materac, którego nawet nie użyliśmy. Spaliśmy więc we trójkę w jednym łóżku, co nie było łatwe, bo trzeba było uważać żeby nie przygnieść ani nie poddusić Tomka
. Oprócz tego nie można było tam liczyć na spokój, bo codziennie albo cały dzień kosili trawnik albo podcinali drzewa piłą mechaniczną. Tak więc Tomuś nie bardzo mógł spać w dzień na zewnątrz i korzystać ze zdrowotnych walorów czystego łagowskiego powietrza.
Kolejny „fail” to obiad w naszej ulubionej smażalni (Smażalnia Ryb Elżbieta Rapacewicz, ul. 1 lutego 7). Jedliśmy tam już kilka razy podczas wcześniejszych pobytów i było OK. Zamówiliśmy z Asią smażone sielawy, a do tego kapustę kiszoną i ogórki małosolne. Ogórki okazały się zapsute (nadgniłe) i niedobre, kapusta też jakoś dziwnie smakowała. Myszka poszła z ogórkami do pani powiedzieć, że są nieświeże i, że chciałaby wymienić na coś innego. Kobieta zrobiła awanturę, zaczęła wyzywać i krzyczeć, że to najlepsze ogórki i że ona sprzedaje je na kilogramy i nikt nigdy nie marudził. No cóż… Rozumiem, że czasami coś może przytrafić się nieświeże, ale to nie powód, żeby po chamsku krzyczeć na klienta, który zgłasza „reklamację”. Od teraz będziemy omijać tę smażalnię szerokim łukiem (i polecamy Wam robić to samo:) ).
Z całego pięciodniowego pobytu tylko jeden dzień, a właściwie to 2 godziny spędziliśmy na nurkowaniu. Przejrzystość wody była znakomita, pod warunkiem, że ktoś na pierwszym miejscu stawia walory maskujące wody i naturalny kamuflarz. Nurkowałem już kilka razy w Łagowie ale pierwszy raz spotkałem się z tak słabą wizurą – w porywach metr. Będąc na powierzchni gdy spojrzałem pod wodę to nie widziałem swoich płetw
. Mimo to rozwinęliśmy z Bartkiem i Marcinem linę na 25 metrów i ponurkowaliśmy trochę.
Poza tym czas spędzaliśmy na spacerach, grilowaniu i ogólnym nicnierobieniu. Szkoda tylko, że tak krótko…
Zapraszamy też do przeczytania relacji Mruwy z naszego wyjazdu:
http://www.bartoszmorawiec.com/2011/07/lagowskie-klimaty-poza-nami/
-
http://spearfishing.pl doox
-
maczek
-
http://softmatik.pl matlas
-
maczek

