Apnea Academy Level 2
No i po kursie…
Nasz pobyt na Horce szczęśliwie zbiegł się w czasie z Międzynarodowym Festiwalem Kultury Łużyckiej, więc wieczorem w sobotę udaliśmy się do pobliskiego Crostwitz (Chróścicy), żeby zobaczyć i posłuchać ludowych zespołów i uraczyć się lokalnym piwkiem. W ramach festiwalu odbywały się występy zespołów muzycznych i grup tanecznych z Polski, Czech i Niemiec, i być może też z innych krajów. Występy odbywały się na kilku scenach urządzonych w podwórkach domów. Chodziliśmy sobie tak od bramy do bramy i słuchaliśmy występów. W pewnym momencie zauważyłem, że wszyscy (oprócz nas) mają jakieś opaski na ręku, co mogło oznaczać tylko jedno – te występy są biletowane! Byliśmy chyba już pod piątą sceną i nikt się nas nie zapytał o bilet
. Dopiero przy ostatniej bramie, gdy tylko Przemkowi chciało się wchodzić do środka ochroniarz cofnął go mówiąc, że bez biletu nie można wchodzić. No cóż, Polacy chyba kombinowanie i oszukiwanie mają we krwi
.
Z innych „ciekawszych” zdarzeń warto wspomnieć o przygodach z GoPro. A były dwie. Na pierwszego nura wziąłem do wody swoją kamerkę i zamontowałem na głowie, żeby uwiecznić wszystkie moje zejścia pod wodę. Po dwóch nurach przyszła moja kolej asekurowania Przemka. Zanurzył się, odczekałem 30 sekund, zrobiłem scyzoryk i nagle czuję, że nie mam kamery na głowie. Odwracam się, szamoczę spanikowany i widzę jak kamera CUDEM zaczepiła się o moją rękę. Ufffffffff… zdjąłem ją od razu i schowałem do bojki – koniec kręcenia!
Podobna przygoda przytrafiła się Mruwie na drugi dzień. Z tą różnicą, że sytuacja była troszkę bardziej tragiczna – Mruwa przypiął sobie kamerę do pasa i płynął w stronę bojki. Po dopłynięciu na miejsce było słychać tylko „O k….! Zgubiłem GoPro!!!”. Zaczęło się szukanie igły w stogu siana. Mruwa zrobił kilka nurów na 30 metrów – niestety kamery nie było. Szukaliśmy jej też na trasie od pomostu do bojki – bez sukcesu. Przy pomoście poinformowaliśmy nurków sprzętowych, żeby rzucili okiem czy nie leży gdzieś na dnie mała żółta kamerka, choć przyznam, że szanse jej znalezienia były dość małe. Tym bardziej, że mogła spaść w szczelinę skalną. Mruwa machnął ręką na kamere i bohatersko poprowadził kurs do końca. Po wyjściu z wody czekała na nas miła niespodzianka – jakiś nurek znalazł kamerę na dnie i oddał zgubę!
//

