11 lutego po raz czwarty odbyły się niezwykłe zawody we freedivingu – Extremall. Zawody polegają na zanurkowaniu na 15 metrów na wstrzymanym oddechu i po wypłynięciu pozostanie jak najdłużej na powierzchni z zakrytymi drogami oddechowymi. Dla dodania smaczku całej imprezie – trzeba to zrobić w przeręblu w lodowatej wodzie!

W tym roku gospodarzem zawodów był Klub Płetwonurków SKORPENA z Olsztyna, a zawody odbywały się w Jeziorze Kortowskim.

Pierwszy raz usłyszałem o tych zawodach 2 lata temu i… aż ciarki mi przeszły po plecach 😉 Ale pomyślałem, że to może być ciekawe doświadczenie. Z miesiąca na miesiąc coraz bardziej dojrzewałem do tego, żeby spróbować jak to jest nurkować zimą w przeręblu. Gdy pod koniec grudnia ogłoszono oficjalny termin zawodów i uruchomiono rejestrację nie zastanawiałem się długo i jako jeden z pierwszych zawodników zapisałem się 🙂 I dobrze zrobiłem bo w bardzo krótkim czasie lista startowa się zapełniła. A z Wrocławia zapisało się aż 5 osób!

Przez cały styczeń i kawałek lutego przygotowywaliśmy się do zawodów trenując na małym basenie w Redeco. Trening polegał na przepłynięciu dwóch basenów (czyli 2x12m)  pod wodą i zrobienie statyki na końcu. Zaczynaliśmy od czasów 0:20-0:30 a skończyliśmy na 1:30-1:40. Mam na myśli tutaj samą statykę, razem z płynięciem pewnie wyszłoby coś koło 2:10. Niestety nie były to idealne warunki do treningu, bo mały basen ma wodę o temperaturze dochodzącej do 30 stopni, ale lepsze to niż nic ;).

W końcu nadszedł TEN dzień. Do Olsztyna pojechaliśmy pociągiem. Droga zleciała nam w sumie dość szybko, bo ponad połowę czasu graliśmy w „Czarne Historie” (i popijaliśmy Colę z dodatkiem prądu, tzw. kolkę 😉 ).

Gdy dotarliśmy na miejsce szybko zakwaterowaliśmy się w akademikach (spaliśmy w kampusie Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, położonego nad Jeziorem Kortowskim), zrzuciliśmy manele i pobiegliśmy zobaczyć przeręble. Na dworze było -15 stopni, lód miał grubość 35cm a woda była LODOWATA. Przez chwilę pomyślałem – „co ja tu robię?”. Ale cóż… nie po to jechałem taki kawał, żeby teraz się wycofać.

Wieczorem w piątek odbyło się losowanie kolejności nurkowania. Jako pierwszy o 11:00 miał startować Mruwa, ja byłem czwarty o 11:30. Reszta chłopaków startowała przed 13:00. Zaczęło się oczekiwanie na poranek…

Rano… no może nie aż tak rano, bo ok. 10:30 zacząłem się ubierać w piankę w… akademiku pod prysznicem. W łazience kaloryfer tak mocno grzał, że nie dało się oddychać i mało co nie zaliczyłem pierwszego blackout’u 😉 Piankę z wierzchu wytarłem ręcznikiem, żeby mi nie zamarzła po drodze (do jeziora było ok. 500m), zarzuciłem na siebie kurtkę i ruszyłem nad jezioro. Po drodze ludzie się na mnie gapili jak na kosmitę, ale do tego już przywykłem 😉 Nad jezioro dotarłem parę minut po 11:00. Mruwa był już po swojej próbie. Jak się okazało – spóźnił się na start, nie zdążył się przygotować i zrobił tylko 1:01. W tym samym czasie w drugim przeręblu startował Robert Cetler, który zakończył próbę z wynikiem 5:57. Poprzeczka została postawiona bardzo wysoko.

Nadeszła moja kolej… Opóźniałem jak mogłem wejście do wody i w sumie wskoczyłem jakieś 30 sekund przed Official Top. Więc też tak trochę na hurra. Woda na szczęście okazała się być cieplejsza niż się spodziewałem, nie było tragedii :). Odliczanie…. ostatni oddech…. i lecę! Zanurzyłem się i zacząłem się opuszczać po linie głową w dół. Była tak słaba przejrzystość, że widziałem tylko linę oświetlaną przez latarkę przyczepioną do maski. Doleciałem do talerzyka, oderwałem tag i ruszyłem powoli z powrotem. I tutaj zrobiłem błąd, bo wynurzyłem na sekundę drogi oddechowe. Nie nabrałem powietrza ale regulamin mówi jasno, że próba kończy się w momencie wynurzenia dróg oddechowych. Oczywiście zanurzyłem się z powrotem i zacząłem robić statykę ale stres mnie zżerał, bo nie wiedziałem czy mi to uznają czy nie. Czy zauważyli czy nie… Myśli nie dawały mi spokoju więc… postanowiłem się wynurzyć. Zakończyłem próbę z czasem 1:02 a wiem, że mogłem jeszcze spokojnie zrobić kilkadziesiąt sekund… :(. Mam nadzieję, że będzie okazja poprawić ten wynik za rok 🙂

Zawody wygrał Robert Cetler (5:57), drugi był Adrian Kwiatkowski (4:00) a trzeci Bartek Janiszewski (2:45). Ja wylądowałem na 18 miejscu, na 34 startujących 🙂

PS. Największą traumą było nie nurkowanie, ale chodzenie po lodzie, który głośno strzelał pod nogami…. 😉