W sobotę zrobiliśmy sobie jednodniowy wypad do Rybnicy Leśnej. Można powiedzieć, że tradycyjny przedwiosenny wypad na sanki, bo rok temu też byliśmy. Tym razem Tomek był bardziej ruchliwy i na sankach wytrzymał może jakieś 15 minut. Resztę czasu spędziliśmy na robieniu śladów, rzucaniu śnieżkami i lepieniu czegoś zupełnie nie przypominającego bałwana 😉 A sanki przydały się do transportu sprzętu foto ;).

Pogoda jak zwykle dopisała. Za rok też przyjedziemy, ale już na pewno z noclegiem (albo dwoma).

Z Rybnicy pojechaliśmy do Szczawna Zdroju odwiedzić koleżankę myszki Agnieszkę.