Jestesmy we Lwowie 馃檪 Miasto bardzo ladne z niezliczona iloscia zabytkow. Niestety troche zaniedbane ale ma to swoj urok. Dworzec Glowny bardzo podobny do wroclawskiego.

We Lwowie trwa teraz Festiwal Pisanki, a w niedziele bedzie Wielkanoc. Na kazdym kroku stoja male kramiki ze swiatecznymi pamiatkami, jedzeniem, zabawkami, itp. itd.

Juz na samym poczatku zwiedzania zaczal sie kolo nas krecic mlody cygan i pytal o drobne. Cygan na ramieniu mial przewieszona kurtke i co chwile zakrywal nie twarz. Myslalem, ze moze byl chory ale tak naprawde pod kurtka trzymal worek z klejem i co chwile wdychal opary. Mimo odurzenia udalo mu sie skutecznie wyrwac portfel staruszce i zniknac bez sladu :/ Trzeba miec oczy dookola glowy.

Dzisiaj glownym punktem naszego zwiedzania byly parki z placami zabaw, mocno nadgryzionymi zebem czasu. Na jednym placu zabaw zaczepil mnie jakis dziadek, Ukrainiec. Rozmowa zaczela sie od fotografii, przez wspomnienia socjalistycznych czasow az po przyczyny katastrofy smolenskiej. Pan pytal kto spowodowal katastrofe i powiedzial, ze chyba nigdy sie nie dowiemy bo to sekret. Wspominal tez stare czasy Lenina, Stalina i Brezniewa jako niezbyt udane. Byl wtedy mlodym chlopakiem i sluzyl w armii w Batoumi. Narzekal, ze w tamtych czasach dostepna byla tylko nudna muzyka propagandowa, wiec kupowali muzyke od Turkow i od Polakow :).

Z zabytkow widzielismy kosciol sw. Elzbiety i sobor sw. Jura. Pod soborem kupilismy od Polakow ukrainskie krowki i chalwy – bardzo smaczne :).

Potem poszlismy w strone rynku na ukrainski obiad. Minelismy opere i jarmarki. Tomek troche marudzil, wiec nie bylo czasu wybierac restauracji. Weszlismy do pierwszej lepszej – Centaur. Jedzenie okazalo sie bardzo dobre, choc niezbyt tanie jak na Ukraine. Gdy zamawialem piwo pani spytala „duze czy male?”. Powiedzialem, ze duze, po czym okazalo sie, ze duze to 1l a male 0,4l ;).